Co piszą o mnie

Napisano już o mnie bardzo wiele artykułów, które umieszczałam na swojej ,,starej” stronie ellaselena.pl

Ta strona jest tworzona zupełnie od nowa, w nowym kreatorze, dlatego wszystko rozpoczynam od nowa. Jako numerologiczna dziewiątka ( utworzona z 27), znajduję się w numerologicznym roku jedynki, a zatem rok 2017 jest początkiem nowego cyklu……

Wywiad-rzeka, który zrobił ze mną 4 Wymiar rozpoczyna 2017 r. To dla mnie ogromny zaszczyt, gdyż to bardzo renomowane i jedno z opiniotwórczych periodyków na ezoterycznym rynku, zwróciło na mnie uwagę i umieściło na swoich łanach. Bardzo dziękuję Redakcji i Pani Redaktor Naczelnej Renie Kosmowskiej, którą szanuję i podziwiam od wielu lat. Ella Selena

Wywiad Eli do “Czwartego wymiaru”

Jak zostałam wróżką?

Być może tak postawione pytanie stanie się pretekstem do powtórnego wglądu w moje życie, odniesienie się do zebranych doświadczeń i podjęcie przynajmniej próby określenia swej tożsamości .

Interesujące jest to, że właściwie nie wiem jaki będzie wynik przygody z własną przeszłością. Tym bardziej zachęcam osoby, które już mnie znają lub mają podobne dylematy do towarzyszenia mi w tej swoistej podróży, z której relację zdaję Państwu pokrótce na łamach Czwartego Wymiaru, który jest w mojej opinii periodykiem zdecydowanie ezoterycznym, zgodnie z klasycznym rozumieniem tego określenia.

  1. Dyplom magistra inżyniera zootechnika przechowuję z pewnym namaszczeniem w szufladzie biurka. Należy on do takiej części mego osobistego “majątku, którą mieć należy ale niekoniecznie trzeba zeń korzystać. Poszłam na studia jako dziewczyna ze wsi, która uciekła poniekąd spod kurateli rodziców do dużego miasta, ale nie tylko po to by pełnymi garściami “zażywać życia”. Piszę o tym z pewnym trudem i powściągliwością, gdyż do tej pory nie czuję się całkowicie rozliczona z pewnymi przypadłościami mego dzieciństwa. Ważne jest w tym to, że budząc się wczesnym rankiem w lodowatym pokoju- wymyślałam sobie bajki pełne ciepła i uśmiechniętych wróżek, a podkurczając palce w zbyt ciasnych butach – marzyłam o takich, które są ciepłe i wygodne i naturalnie wkładane przez księcia, który właśnie w tym celu zsiadł ze swego pięknego wierzchowca. Jak widać funkcjonowałam przez długie lata w świecie utkanym z marzeń jako formy ucieczki przed wszystkim, czego nie znosiłam a czego życie mi nie szczędziło. Być może doświadczenia z tego okresu ukierunkowały mnie intuicyjnie na myślenie kategoriami gnostycyzmu. Żyłam w świecie mało przyjaznym, kreującym sytuacje przeciwne mej naturze i przez to rozpaczliwie poszukiwałam remedium, które najłatwiej było uzyskać w trakcie ucieczki od rzeczywistości w obszar bajkowej “przestrzeni wirtualnej “.

Świat rozpoznawałam poprzez własne, najczęściej sprzeczne z ówczesną poprawnością doznania oraz poprzez zdecydowanie jednoznaczne i silne emocjonalne rozumienie zdarzeń i własnych uczuć..

Taką diagnozę stawiam dzisiaj, znając znaczenie niektórych trudnych słów i dostrzegając w pełni okoliczności, które wywoływały u dziecka płacz, a u dorastającej dziewczyny – poczucie buntu. Wtedy, a było to dawno, dawno temu – byłam po prostu dzieckiem, które odczuwało więcej i silniej jak rówieśnicy.

2. Z tego trudnego dla mnie okresu wyniosłam miłość do zwierząt, którymi opiekowałam się w gospodarstwie rodziców, sprawne do dzisiaj ciało wraz z kompletem nieskalanych próchnicą zębów, ale także i przede wszystkim tęsknotę za tym, co dobre lub lepsze. I właśnie ta tęsknota popychała mnie w późniejszym czasie w kierunku różnych aktywności, by po wielu latach stworzyć ze mnie Ellę Selenę.

Po uzyskaniu dyplomu dość dobrze zrealizowałam się na wszystkich poletkach uprawianych przez kobiety: miałam udane małżeństwo, urodziłam dziecko, prowadziłam dobrze prosperujące biznesy, dzięki którym stać mnie było na zakup domu, luksusowych samochodów, a nawet na spełnianie materialnych zachcianek członków rodziny. Nie miałam problemów charakterystycznych dla zdecydowanej większości kobiet, a będąc osobą spełnioną – coraz częściej kierowałam swoją uwagę na prawa zwierząt. Staczałam wręcz utarczki z sąsiadami i z każdym kto do zwierzęcia strzelał, znęcał się, głodził lub po prostu traktował je w sposób niegodny człowieka. Prawdopodobnie to właśnie chęć przeciwstawienia się powszechnie panującej w tamtym czasie znieczulicy – natchnęła mnie myślą, iż jedynie rozwój duchowy może doprowadzić mnie i inne osoby do stanu wyższej świadomości uwzględniającej prawa różnych form życia do niezakłóconej egzystencji w zrównoważonym ekologicznie i sensownie zorganizowanym świecie. Postrzegam okrutne traktowanie zwierząt jako przepustkę do świata czynów skierowanych przeciwko człowiekowi. Podobnie zresztą oceniam dramatycznie szkodliwe skutki uzależnienia od gier komputerowych, doprowadzających dzieci i młodzież, a także – coraz to częściej dorosłych, do przekonania, że można kogoś zabić wiele razy. Obserwując zachowania niektórych pospolitych przestępców można odnieść wrażenie, że są oni zdumieni faktem, gdy jednym uderzeniem kija lub jednym ciosem noża – można było odebrać ofierze przemocy zdrowie lub nawet życie.

  1. Nadeszły 40 urodziny, które bodaj podświadomie zaplanowałam jako przełomowy moment mego życia.. Szczegóły związane z metamorfozą i poniekąd powtórnymi narodzinami opisałam w książce “Poznaj swoje Anioły” i zachęcam do zapoznania się z tą pozycją. Pokrótce wspomnę, że kluczowa stała się pewna przejmująca wizja, po której pozostało wrażenie wszechogarniającej mnie miłości. Nawet obecnie, z perspektywy czasu – trudno mi dobrać słowa do opisania stanu, w którym trwałam albo całą wieczność albo jedynie ułamek sekundy. Od tamtej chwili, jedną z podstaw mej osobistej “małej filozofii życia” jest przekonanie o realizowaniu się “scenariuszy “ zapisanych przez dusze, a przede wszystkim wiara w mój osobisty “scenariusz”.

Uzmysłowiłam sobie, że obejmuje on inne pola aktywności jak matki, żony i biznes woman. Przy aprobacie rodziny wyszukałam szkołę psychotroniki i po raz kolejny weszłam w rolę studentki. Równocześnie bardzo wiele czytałam, a właściwie pochłaniałam wszytko, co dotyczyło psychologii, astrologii czy wróżbiarstwa. Nie jestem pewna, czy edukacja typu szkolnego nauczy czegokolwiek kogoś, kto nie ma świadomości własnej wrażliwości, ale z pewnością dla mnie był to bardzo wartościowy czas, który pozwolił usystematyzować szeroką, wielokierunkową wiedzę, nabyć umiejętności i co najważniejsze – zbudować nowe kompetencje o charakterze zawodowym. Przekonałam się również, jak liczne są osoby, które wykreowały stany świadomości podobne do moich, a często – osiągały poziom wrażliwości, o którym ja mogłam jedynie pomarzyć.

Nie była już sama. Stanęłam na granicy świata o którym dowiedziałam się dość dużo, ale ciągle byłam jedynie mającą wielkie nadzieje – nowicjuszką.

Czy macie Państwo a właściwie Panie świadomości wagi posiadania nazwiska ? Czy zdajecie sobie sprawę z faktu, ze my kobiety nie mamy swojego nazwiska? Owszem mamy imię, które należy do nas nieodwołalnie i niezaprzeczalnie i nic poza tym…. Kobiecie przydziela się nazwisko ojca, a później – męża. Systemowo pozbawione są własnych nazwisk. Moja zdecydowana wola bycia osobą niezależną i rozpoznawalną w mym nowym świecie – wskazała na konieczność przybrania mojego własnego nazwiska, które podpowiedziała mi zresztą podświadomość w trakcie jednej z medytacji. Jako zwolenniczka poglądu reinkarnacji byłam i jestem obecnie coraz bardziej pewna, że gdzieś i kiedyś żyłam jako Selena. Zaś Ella to tylko parafraza mego imienia tu i teraz. Ella Selena stała się nowym bytem, a ja – jego częścią. Dla większości osób z branży pseudonim to chwyt marketingowy lub zabieg mający zapewnić anonimowość sobie i rodzinie. Dla mnie – to nieco więcej, gdyż czuję się obecnie osobą nie tylko rozpoznawalną, ale także w pełni upodmiotowioną i zadowoloną z uzyskanej tożsamości.

  1. Ella Selena okazała się być kimś bardo twórczym i zdecydowanym. Miała nie tylko opanowany warsztat związany z astrologią, numerologia i wróżeniem kartami lecz pokusiła się o własne, autorskie karty, które powstały w okresie dwóch lat dość intensywnej pracy nad ich formą graficzną i nad budowaniem relacji między każdą z nich, a podświadomością. Okazało się, że karty wywołały zainteresowanie na tyle poważne, że zostały wydane już w kilku nakładach. W owym czasie raczkowały kanały ezoteryczne, a Ella lekkim krokiem weszła na wizję i z krótkimi przerwami przebywa tam do dzisiaj. Trzeba wiedzieć, że ówcześnie nadawane “na żywo” i bez udziału zaawansowanej techniki programy – to była swoista przygoda wymagająca opanowania, sztuki dyplomacji, a zawsze żelaznych nerwów. Telewidzowie składali na wizji propozycje nazwijmy to matrymonialne, kamery zawieszały się i w każdej chwili możliwa była demolka studia lub nawet pożar. Wydarzyć mogło się nieomal wszystko, a rolą “wróżki” było zachowanie zimnej krwi oraz potwierdzanie uśmiechem, że program przebiega bez zarzutu. Smaczku dodawał fakt, że wobec problemów formalnych – audycje nadawano z kilku miast położonych poza krajem, co wiązało się życiem “na walizkach”. Ella Selena w tym czasie była wróżką-podróżniczką.

Poza wizją, Ella także udzielała porad, pojawiała się to tu to tam w mediach i nie zaniedbywała ciągłych i ustawicznych starań o budowę swego wizerunku. Tak też zamanifestowała się jej przygoda z radiem. Udzielała porad swoim słuchaczom dzwoniącym do studia, opowiadała o różnych sprawach dotyczących szerokiego ogółu społeczności. Międzyczasie powstały nowe talie wróżbiarskie o nazwach : karty anielskie Elli Seleny, karty Anioły kwiatowe, karty celtyckie, czyli Horoskop celtycki Elli Seleny. W odróżnieniu od pierwszych trudnych prób – następne talie kart powstawały wręcz błyskawicznie, niekiedy nawet w 2-3 tygodnie. Oczywiście grafika oraz opisy do książeczek była mego autorstwa. Mogę zaryzykować twierdzenie, że mając o wiele więcej doświadczenia – nie podjęłabym się dzisiaj wykonania podobnej pracy w podobnym czasie. Jak radziłam sobie z czasem i nawałem obowiązków? Kiedyś ktoś mądry powiedział – masz za mało czasu, dołóż sobie jakąś dodatkową pracę. Dlatego doskonale radziłam sobie i z czasem jak też i z pracą, której na szczęście Los mi nie żałował. Tymczasem powstał przepięknie zilustrowane i opisane koło losu, czyli Cykl Jowisza Elli Seleny, jako odpowiedź na pytanie – Gdzie znajdujesz się w danym momencie czasu i przestrzeni? W międzyczasie napisałam książkę pt “Magiczny kociołek Eli Seleny, czyli wróżby i magia dla każdego”. Była to forma prostego przewodnika lub jak kto woli podręcznika dla osób zainteresowanych astrologią, magią czy horoskopami. Jest tu także zbiór krótkich tekstów będących podsumowaniem rozmów z osobami, które szukały u mnie wróżby lub wsparcia. Kolejno, przyszła według mnie poważna już publikacja o Aniołach – książka pt “Poznaj swoje Anioły”, która uzyskała bardzo dobre recenzje i do dzisiaj budzi zainteresowanie. Kierując się potrzebami swych klientów coraz to mocniej skłaniałam się do całościowego, jak mawia się mądrze – holistycznego traktowania potrzeb rozmówców, nie ograniczając się jedynie do odpowiedzi na pytania najprostsze typu : Czy jestem kochana ? Czy ona mnie zdradza ? Co z moją praca ?

Konstatuję, że ciekawsza i znacznie ważniejsza jest odpowiedz na nieco inne pytania : “Dlaczego masz wątpliwość czy jesteś kochana ?”, “ Dlaczego sądzisz, że on/ona zdradza?” lub “ Dlaczego stale tracisz pracę ?”. Całkowicie “naukowa” forma interakcji oparta na skłanianiu do myślenia rozmówcy o sobie, a w tym o : zachowaniach, przyzwyczajeniach często będących kotwicami, o świadomości własnych silnych i słabych stron, o potrzebie akceptacji i dostosowywania się do zmian, o odnajdywaniu poczucia bezpieczeństwa… to nic innego jak coaching.

Techniki coachowania nie odnoszą się jednak prawie nigdy do czasu przeszłego, a z pewnością nigdy – do przyszłości. Stąd moja rola jako wróżki polega na uświadomieniu osobie w jakim momencie czasu i przestrzeni znajduje się obecnie i jak będzie wyglądała jej przyszłość. Jednak w te porady włączam serce parapsychologa, który powinien leczyć słowami zbolałe dusze. Udaje mi się to wyśmienicie, osoby znajdujące się w trudnym według ich mniemania położeniu, wychodzą z gabinetu radosne i uśmiechnięte.

  1. Nie jest sprawą łatwą by objąć słowami całe spektrum różnego rodzaju aktywności i zjawisk sumujących się na pojęcie “wróżbiarstwa”. W największym uproszczeniu wróżbiarstwo w znanych obecnie tu i teraz formach wypączkowało z astrologii. Oczywiście wróżono zawsze, wszędzie i przy użyciu wszelkich dostępnych rekwizytów. Wróż-astrolog posługiwał się mapami nieba i parametrami orbit planet lub księżyca, Wróżka posiadała kryształ lub szklaną kulę a szalony jak może wydawać się nam dzisiaj badacz – wróżył z wnętrzności zwierząt a nawet ludzi…Odnotować można kilkadziesiąt technik wróżenia poczynając od aeromancji a kończąc na tyromancji (wróżenie ze sposobu w jaki ścina się ser). Większość z nas wie, co oznaczają pojęcia astrologia, chiromancja, kartologia, numerologia a nawet nekromancja.

  2. 5. Posługuję się astrologią, ale używam jej rzadko, uważając że jest to technika bardzo trudna w przygotowaniu ale także w odbiorze i przystająca do bardzo ważkich pytań zadawanych przez władców lub szefów rządów. Podstawowe techniki, które stosuję na co dzień to wróżenie kartami i numerologia. Równie ważna, a właściwie ważniejsza od “technicznego” sposobu przeprowadzenia wróżby jest jej relacja względem subtelnej materii duszy. Myślę o sposobie w jaki wróżba jest związana z interakcją pomiędzy pytającym, a odpowiadającym. Skoro duchowość – to nie da się uniknąć wiedzy psychologicznej. Jest jeszcze coś, co nazwać mogę temperamentem osoby “wróżącej”. Niektórzy traktują rozmówców z góry, utrzymując dystans, budując mur i epatując różnego typu “poczuciami zagrożeń”. Taka relacja budzi mój sprzeciw, szczególnie mając przekonanie, iż nieomylność nie jest cechą nas – ludzi. Staram się by wróżenie Elli Seleny zawsze było ciepłe i budujące u rozmówcy poczucie bezpieczeństwa. Nigdy nie wiąże się z osądem , połajanką czy popychaniem…Moje karty nigdy nie pokazują czegoś co uważa się za “zło” już choćby z powodu niezwykłej wręcz relatywności tego określenia. To, co dzisiaj jest złe dla mnie – może nie być złe dla Ciebie jutro. “Zło” może prowadzić do “dobra” podobnie jak fałsz może prowadzić do prawdy. Rozmówca jest dla mnie osobą poszukującą wsparcia wobec problemów, zagrożeń, chorób lub największej zmory współczesności za jaką uważam samotność.

Od “zawsze” wiadomo, ze słowo może uleczyć i skierować na dobrą drogę ale powinno to być słowo troski i miłości. Metody o charakterze penitencjarnym pozostawiam specjalistom.

Bardzo często mam wiedzę o tym, jak kończyły się historie osób z którymi rozmawiałam. Bywa, że zdziwiona jestem tym, jak bardzo pozytywne scenariusze zostały zbudowane dzięki dobrej interakcji z mymi rozmówcami. Realizują się postulaty tak niesamowite jak “pałac o złotych ścianach” wobec osoby, która straciła wszytko i nie miała według jakiegokolwiek osądu opartego na rozumie szansy na cokolwiek więcej jak na wegetację. Widzę w kartach zdarzenia i sytuacje, które przekładam w sposób absolutnie intuicyjny na język potoczny. Bywa, że słowo “wkrótce” interpretowane jest jako “ już, zaraz, natychmiast ” …ale nasze ziemskie poczucie czasu nie jest jedynym z możliwych. Za rok – to też “wkrótce”. Bywa, a ma to miejsce przy słabej interakcji z rozmówcą, że postrzegam w kartach jedynie odpowiedzi najprostsze w rodzaju Tak/Nie. Stad wiem że zrealizuje się scenariusz pozytywny, ale doprawdy nie wiem w jaki sposób to nastąpi.

Jeśli trafia do mnie osoba, która co prawda chciała by dowiedzieć się czegoś, a niestety nie potrafi nawet do końca tego nazwać, oznacza to, że o interakcję będzie nam trudno. Zaczynamy w takim przypadku od małego spaceru po ogrodzie życia rozmówcy. Przyglądamy się rozkwitającym tam roślinom, czasami przystajemy by lepiej się im przyjrzeć, próbujemy uzyskać po raz pierwszy odpowiedz na ważne pytania i powoli, powoli dowiadujemy się co naprawdę skłoniło Pana czy Panią do niewątpliwie stresującej z różnych powodów rozmowy z doradcą życiowym do którego trafili.

Nie zajmuję się odnajdywaniem przedmiotów, choć miewałam w tym zakresie superwizje, nie potrafię oddziaływać zdalnie na materię ( zginanie łyżeczek) , nie kontaktuję się ze zmarłymi ale czuję się parapsychologiem w takim sensie, że potrafię wykorzystać wibracje z osobą, z którą rozmawiam i ukierunkować jej myślenie na scenariusz który często znajduje się poza jej wyobrażeniami. Nie zajmuję się zdejmowaniem klątw, opętaniami ( to domena Kościoła). Pracuję na najwyższych wibracjach anielskich, stąd to moje pojęcie, ze każda zła sytuacja prowadzi do dobra…To dobra praca słowem może uświadomić danej osobie, ze pozorna ,,klątwa” może być zdjęta tylko przez nią samą.

Jako wróżka pozbawiona interakcji z umysłem rozmówcy byłabym jedynie posiadaczką wróżbiarskich gadżetów i zbioru dobrych chęci.

ps

Wszystkich, którzy chcieli by podzielić się ze mną uwagami o zawiłościach swoich dróg życiowych w kontekście cech ezoterycznych lub po prostu chcieli by podzielić się refleksjami po przeczytaniu wywiadu – zapraszam do odwiedzenia strony internetowej www.ellaselena.pl lub telefonicznie nr 604 057 651.

ODPOWIEDŹ JEDNEJ Z CZYTELNICZEK  4 WYMIARU

Witam Panią,

przeczytałam artykuł w Czwartym Wymiarze i postanowiłam napisać…

Jestem stałą czytelniczką CzW i nie całkiem cywilem w sprawach ezoterycznych🙂

Moje postrzeganie świata zawsze było inne niż obowiązujący kanon, ale nigdy nie łączyłam tego z życiem zawodowym. Byłam nauczycielką, zajmowałam się modą a teraz jestem charakteryzatorką

i chociaż charakteryzatorką jestem najdłużej to niedawno uzmysłowiłam sobie, że to zmarnowane lata…

I tu chciałabym nawiązać do Pani artykułu. Pisze Pani m.in o tym, że kobiety nie mają swojego nazwiska, a ja nawet mam problem z imieniem…

Rodzice nie wiedzieli co ze mną zrobić jak mi dać na imię i ja, tak jak te imiona nigdy nie wiem co chciałabym robić co może się udać i zawsze coś jest trochę na siłę i nie w porę.

Nie piszę tego żeby się użalać nad sobą, bo mam 48 lat i daleka jestem od myślenia, że wszystko co złe to mamusia z tatusiem ale odnoszę wrażenie,  że jednak imię ma determinujący wpływ na życie.

Ojciec zapisał HALINA – KRYSTYNA, ale nigdy tak do mnie nie mówił. Wszyscy mówili KRYSIA. Co dziwniejsze babcia ochrzciła mnie jako Krystynę -rodzice byli niewierzący i nie wiele ich to interesowało.

Ja dostając pierwszy dowód poprosiłam o zamianę imion i teraz jestem KRYSTYNA – HALINA… w momencie dostania dokumentu poczułam się namacalnie innym człowiekiem, moje koleżanki w liceum też stwierdziły, że jestem jakaś INNA… Z nazwiskiem nigdy nie miałam takiego odczucia. Może dlatego, że tak jak pisałam, moi rodzice nigdy nie wiedzieli co ze mną zrobić i nie mam z nimi kontaktu a rodzina męża jest MOJA.

Tak naprawdę to nie wiem o co miałabym Panią zapytać… Jestem w miejscu, w którym zdaję sobie sprawę,że na pewne rzeczy jest za pózno a jednocześnie nie wiem,w którą stronę pójść bo bardzo się męczę i wiem, że zle wybrałam zawód…
Moje doświadczenia, jestem tego pewna, dowodzą, że imię i nazwisko jest bardzo ważne a Pani mnie w tym utwierdziła!

Jeżeli kiedyś sprecyzuję swoje pytanie to pozwolę sobie do Pani odezwać.

Pozdrawiam, Krysia, która odnalazła swoją częściową tożsamość…..