Refleksyjnie…

I TAK NAPRAWDĘ NIE ZGADNIECIE, ŻE I TAK BYĆ MOŻE…..
W trakcie rozmowy z jedną z moich wspaniałych klientek zeszło nam na mało przyjemny temat pogrzebu starszego pana będącego dalekim ale jednak faktycznym członkiem jej rodziny. Szanowny zmarły doczekał w zdrowiu ponad dziewięćdziesięciu lat przy czym pozostawił ledwo żywą nieomal równoletnią  małżonkę . 

W trakcie rozmowy pojawiały się wciąż nowe szczegóły dotyczące śp Zmarłego i jego małżonki a także ich sześćdziesięciu bez mała letniego wspólnego pożycia. 

Nie jest moja winą że im więcej  tych wątków omówiłyśmy  – tym więcej na pozór  komicznych aspektów jawiło się zarówno mnie jak i  rozmówczyni  w kontekście faktycznego rozłamu który  nad cała rodzina zawisł i pogłębił się doprowadzając w rezultacie do dodatkowych (jakby dotychczas istniejących było mało) podziałów. Już na etapie oceny przyczyny zgonu doszło do  znacznych  różnic poglądów a na koniec  aktów pospolitej  wrogości pomiędzy członkami nieszczęsnej rodziny wspominającej śp Zmarłego. Jak to możliwe – zapytacie –  w sytuacji gdy nikt nie kwestionował prawidłowości rozpoznania wskazanego w p.18  karty zgonu (krwiak mózgu) …a jednak !!!!  Rożnicę  w poglądach o szczegółach sprawy były tak daleko idące, iz zaistnieć mogło podejrzenie rozpatrywania dwóch przypadków dotyczących zupełnie rożnych osób i całkowicie odmiennych okoliczności w których przyszło im żyć i odejść z tego łez padołu.

 

Zasadniczo, nie budziło wątpliwości podejrzenie  iż bezpośrednią  przyczyną nieszczęścia  był nadmierny wysiłek fizyczny……ale  tu  – zaczyna się linia głębokiego podziału.

Część rodziny twierdziła iz Zmarły był bardzo zaangażowany w niesienie pomocy nie do końca sprawnej małżonce , co  każdego dnia kosztowało go wiele zdrowia. Małżonka jakoby stała sie osobą niezaradną a do tego złośliwą. Postawa śp Zmarłego zasługiwała zatem na szacunek i traktowanie jako wzór do naśladowania.W niektórych przekazach jego dokonania  dorównywały a może nawet przewyższały to co do zaoferowania mieli  zdobywcy Somosierry czy kosynierzy spod Maciejowic. Spoglądając w kierunku wdowy wygłaszano uwagi o opiece jakiej doznawała od swego śp męża co zresztą kosztowało go sił tak wiele iż  mogło dojść do potknięcia, upadku  i uderzenia głową o twardy przedmiot w rezultacie krańcowego zmęczenia.

 

Inna grupa obstawała przy wersji, ze w dniu zgonu  zmarły uprzejmy był ukierunkować się na  dyscyplinowanie małżonki z użyciem tzw środków przymusu bezpośredniego. W feralnym dniu , jak czynił to regularnie od kilku dziesiątek lat po prostu chwycił małżonkę za rzadkie ale mimo to wystarczająco jeszcze przydatne do tej czynności włosy, równocześnie okładając jej ciało czym popadnie  a jak niczego  nie  popadło – to czymkolwiek. Niewątpliwie, właśnie te czynności odebrały śp Zmarłemu sił na tyle,  że stał się bezbronny wobec nieostrożnych i nieodpowiedzialnych zachowań małżonki która nie dość ze broniła się jak umiała (czyli zapewne przekraczając granicę obrony koniecznej)   to jeszcze mogła męża popchnąć lub w inny sposób  spowodować jego upadek tak nieszczęśliwie zakończony.

 

I był w tej rodzinie jeszcze ktoś, ktoś kto znał historię maltretowanej kobiety. Osoba ta przysłuchiwała się rożnym wersjom ale – nie umiała zdobyć się na trud wypowiedzenia świadectwa prawdy.

 

Każdy trzymał się swojej wersji  którą  uważał za jedynie słuszną… Pamięć “szczególnie zasłużonego zmarłego” została obroniona…Wszak są sprawy, które nie powinny zostać wiecie-rozumiecie zmącone jadem prawdy …..A wdowa….ona była z obcych – trochę przybłęda  ….wszak gdyby nie Ona – nasz zmarły cieszył by się dalej zdrowiem….

A prawda…..a komu ona …????

 

Czy ta opowieść jest Państwu choć częściowo znana ? Może nie suche fakty ale choć okoliczności ? Ileż podobnych historii trafia się w przestrzeni medialnej każdego dnia..Celem mojej opowieści jest tylko przypomnienie że prawda ma wiele oblicz ….a określenie choć kierunku gdzie jest usytuowana  wymaga ciągłego myślenia……Przykazania niestety nie wskazują  ani grzechu niedouczenia, ani bierności ani lenistwa umysłowo ale nie oznacza to, ze takie właśnie grzechy nie są często naszym udziałem.