Świat okiem wróżki.

 Taka sobie pisanina…..słowa leciutkie jak świerszcze….

Dzisiaj rozpocząłem i zakończyłem najkrótsza jaką można sobie wyobrazić karierę pisarską.
Trwała niespełna 6 minut. Czy taki wynik jest osiągalny ? A może przesadzam ? Otóż NIE !

W samo południe Żona kazała mi pisać. Powody nie są znane ale podejrzewam, ,że jej intencje nie były całkiem czyste. Po prostu : gdy piszę to nie marudzę a szczególnie nie marudzę, że Ona marudzi. W tym kontekście jej propozycja miała zaczyn zdrowego rozsądku.

Żona ostatnio zakończyła trudny proces transformowania swego “ego” z postawy “Kubusia Puchatka” na “Kłapouchego”. Kubuś po kilkudziesięciu latach studiowania książki, i to także w wydaniu taoistycznym – wydał Jej się nie do końca mądry. Kłapouchy natomiast uosabia to, co Żona najbardziej w życiu kocha , czyli pesymizm w czystej formie i nieomal doskonały gdyż nie mający jakiegokolwiek związku z przebiegiem aktualnych wydarzeń.

Jak wspomniałem, zacząłem raźno pisać i w krótkim czasie doszedłem mniej-więcej do tego właśnie miejsca, kiedy to Żona z niezrozumiałych także dla Niej powodów odłączyła zasilanie elektryczne całej części domu. Usiłowałem po fakcie podjąć łagodnym głosem rozmowę na ten temat i dowiedzieć się co legło u podstawy tego czynu , ale niestety – doznałem zawodu. Jedyne co usłyszałem to zarzut niewdzięczności gdyż awaria nastąpiła przy próbie zamiany cienkiego przedłużacza na grubszy z nadzieję, że nadpalona żarówka zaświecie mocniej. Ponieważ mój laptop pozbawiony jest akumulatora nieomal od początku użytkowania – cały pracowicie stworzony tekst zniknął. Ogarnęła mnie furia …Bo ja kto..właśnie wkroczyłem na wspaniałą drogę kariery pisarskiej – a tu już miał by nastąpić jej koniec?? ? Po 6 minutach ? Tak niespodziewanie? Tak bezsensownie ?

Pod wpływem całkowicie zrozumiałego w tych okolicznościach wzburzenia – wypowiedziałem kilka słów nagiej prawdy angażując w tym celu niemałą grupę panienek “ lekkich obyczajów”.

Obecnie , bogatszy o to cenne doświadczenie konstatuję, że moje pisarstwo kształtowało się od samego zaranie w bardzo trudnych okolicznościch. Nieomal jak u starszych kolegów po fachu : Ernesta H. czy Jacka L

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Oprócz opisanego wyżej mało chlubnego wkładu Żony w moją młodą twórczość – przyznać muszę, że służyła mi Ona w całym okresie dotychczasowej .pracy pisarskiej trwającej od co najmniej godziny, wieloma cennymi uwagami oraz gestami , choć najczęściej dezaprobaty.

Nasz jak by nie było wspólny trud twórczy ukierunkowaliśmy na próbę określenia możliwych kierunków rozwoju rodzącej się właśnie twórczości czyli na zagadnienia ogólno humanistyczne. Mając na uwadze ogrom materiału nagromadzonego w trakcie naszej wieloletniej i w pewnym sensie ..podwójnej tułaczki po tym łez padole – nie było to zadanie łatwe.

Dziwić zatem nie powinien fakt iż powtarzającymi się elementami naszej osiągającej coraz to wyższy poziom zaangażowania emocjonalnego polemiki – stały sie przywołane wcześniej “lekkie panienki” . W którymś momencie Żona nie wytrzymała twórczego stresu i postawiła pytanie : “ A bez panienki – to się już nie da ?

Pozornie retoryczna kwestia okazała się strzałem w przysłowiowa “dziesiątkę”. Odpowiedź rodziła się w bólach .Raz to przeważała opcja, że niby można – by za chwilę, po przytoczeniu odpowiednich argumentów stwierdzić, że jednak absolutnie się nie da…A dbałość o zachowanie równowagi emocjonalnej – wprost wyklucza wykluczenie “panienek” ze słownictwa o ile opis ma być adekwatny do sytuacji a opisujący ma obniżyć poziom stresu.

Tak więc ta część mojej twórczości jest i będzie inspirowana ścisłym związkiem z naszą rzeczywistością, która jak wszyscy wiemy potrafi wykreować dosadne i ambiwalentne pokłady uczuć i emocji.

Henryk – mąż szczęśliwy

NIEZADOWOLONA KLIENTKA

Jak to karty potrafią przewidzieć coś, co na pozór wygląda bardzo bajkowo i zapowiada sukcesy.
Parę lat temu przyszła do mnie pani około 40 tki, zaradna, wysportowana, elokwentna i miła. Jej pytanie brzmiało, czy ten mężczyzna, którego spotkała, to ten, na całe życie?? Poprosiłam o datę urodzenia jej i jego, przy okazji okazało się, ze ten pan jest młodszy od niej o około osiem lat, ale to nie problem, zdarzają się rożne pary i niektóre bardzo dobrze ze sobą żyją. Karty pokazały, ze mężczyzna może ma i dobry charakter, ale z tej mąki chleba nie będzie. Ponadto karty pokazały wyraźne dysproporcje materialne. Pani dobrze ustawiona, za to młodzieniec z bardzo biednej i na dodatek patologicznej rodziny, do tego pokazało się dziecko, ale jego dziecko i kobieta, matka dziecka. Jakoś mi ten układ nijak nie wychodził dobrze. Pierwsze co rzucało się w kartach, to, to , ze młodzieniec jest bardziej zainteresowany jej finansami, ponadto data urodzenia pokazywała skłonności do pasożytowania, życia na cudzy koszt czyli wykorzystywania. Do tego dziecko pokazało się jako bardzo problematyczne. Niestety, ale karty miały więcej do powiedzenia na Nie, niż na Tak. Pani była bardzo nie zadowolona. Powiedziała, ze była u bardzo znanej tarocistki, która powiedziała, ze będą żyć ze sobą jak w niebie, do końca życia, pobiorą się i stworzą piękny związek.
No cóż- powiedziałam i tutaj jest problem. Moje karty akurat pokazują diametralnie inną sytuacje, ale mogą się mylić- powiedziałam jej na pocieszenie. Proszę jednak zwrócić uwagę, jak to jest z tym młodzieńcem, czy on pracuje, jaki jest, co z tym dzieckiem??

Poszła bardzo, ale to bardzo rozczarowana, nie wierzyła mi i moim kartom.
Trudno, powiedziałam, sobie w końcu ja nie jestem tylko od uszczęśliwiania, ale od mówienia prawdy. O dziwo przyszła do mnie za jakieś pół roku. Oczywiście pytała o swojego ukochanego, przy okazji o pracę, ale w pracy u niej było OK. Okazało się, ze ukochany jakoś nie przejawia chęci do pracy, nie pracuje, ona właściwie trochę go utrzymuje, trochę jego patologiczni rodzice. Dziecko ma objawy ADHD, w szkole sprawia kłopoty, moczy się, jest niegrzeczne, nie ma z dzieckiem kontaktu. I tak powoli odkrywała się przed nią cała prawda o tej niby bajkowej miłości. Dwa razy załatwiła swojemu chłopakowi pracę, ale okazało się, ze pierwsze jest dla niego zbyt męcząca, druga za to zbyt nudna i ludzie niedobrzy. Generalnie młodzieniec nie lubił pracować. Jeszcze w tym czasie zamieszkała ze swoim ukochanym, mimo, ze moje karty bardzo jej tego odradzały. W końcu zaczęła do mnie przychodzić z pytaniem jak się pozbyć ukochanego z domu. Pozbyła się. Później ukochany włamał się do jej mieszkania i ją okradł. Pytała kart, jak go ukarać, bo policja umyła ręce. Po roku od jej pierwszej wizyty zaczęła się gehenna, trwała jeszcze rok, póki jej ukochany przestał ją wreszcie dręczyć telefonami, SMS-ami, musiała sprawę oddać do prokuratora, poprosić policje o ochronę. To było straszne. Dzisiaj, gdy minęły prawie dwa lata od jej pierwszej u mnie wizyty jest wolna, ale ostrożna, aż do przesady. Tak, ze z tymi kartami bywa rożnie, ale w kontekście moich, to pokazały one, ze związek nie rokuje nadziei na przyszłość. Natomiast karty innej wróżki pokazały ten krótki, bajkowy czas, w którym oboje kochankowie cieszyli się sobą i swoimi uczuciami. Szkoda, że ta bajka trwała nie cały rok. Szkoda, tez, ze niektóre osoby wchodzą w związki bez zastanowienia się z jaką to osoba przyjdzie się im splatać swoje losy. Karty mogą to przewidzieć, ale czasem dobrze ich posłuchać. Czasem dobrze wziąć ich rady do serca, by poobserwować jak się ma ich mowa w kontekście rzeczywistości.

DZIEWCZYNA OTWARTA NA SUGESTIE- HISTORIA Z HAPPY ENDEM….

Znalezione obrazy dla zapytania serduszka gify

Pewnego razu, przyszła do mnie młoda dziewczyna w wieku 30 lat z pytaniem, kiedy ułoży siebie życie. Ja o nic nie pytałam, tylko jak zwykle poprosiłam o datę urodzenia, gdzie od razu wyszło, ze pisany jej trwały związek dwoje dzieci, ale dopiero po 30- tce. Co jej uświadomiłam. Gdy rozłożyłam karty wyszło szydło z worka.
-Miła moja, a co tu robi ten żonaty mężczyzna przy Tobie, jak długo masz zamiar tkwić w wyczerpującym romansie, który niczego dobrego Ci nie da? Pan nie opuści żony, Ciebie traktuje jak zabawkę.
-Tak Pani Ellu, ten romans trwa już jakiś czas i ja jakoś nie mogę się uwolnić. Wiem, ze to nic z tego nie będzie. A czy widać przy mnie kogoś innego?
Zrobiłam jej 12-domowy rozkład kartami tarota, tam wychodzą rożne, dziwne ukryte sprawy. No i wyszło, ze pisany jej jej zielonooki z daleka. Ucieszyła się i pobiegła.
Po paru miesiącach przybiega do mnie bardzo podekscytowana, ze poznała zielonookiego i jest bardzo zakochana.
Rozłożyłam swoją sfatygowana talię kart klasycznych i co się okazało, jej zielonooki ma dom, rodzinę, zonę, z która ma jakiś biznes, bo łączyła ich karta pieniędzy i wspólnego działania oraz dwoje dzieci. On natomiast wychodził mi w karcie podróżnej, czyli nie stąd.
-Miła moja, to nie ten, to podpucha!!!- powiedziałam.
Dziewczyna powiedziała, ze jej chłopak jest tutaj w delegacji, wykonuje jakieś prace dla dużego przedsiębiorstwa, mówi, ze jest po rozwodzie, a z zoną kontaktuje się ze względu na dzieci. Tym razem to ja byłam uparta jak osioł
– Słuchaj miła moja, jak on mówi, ze jest po rozwodzie, to niech Ci pokaże dokumenty rozwodowe. Dziewczyna posłuchała mnie i chciała od niego te dokumenty, ale mężczyzna ją zwodził, a to zapomniał, a to, a tamto, czy owamto….. Wreszcie od jego kolegi dowiedziała się, ze jej ,,chłopak” jest w legalnym związku, z żoną sobie ćwierka i grucha jak gołąbek, mają jakiś biznes, którego ona pilnuje, a on jeszcze dorabia w tej firmie. Nic dodać, nic ująć. Moja dziewczyna przybiegła do mnie wciekła jak kocica. Powiedziała, jaki to jej facet i jak głupio się tłumaczył. No, cóż, lepsza prawda, niż kłamstwo….Nie martw się, zobaczymy co dalej….
Karty znowu pokazały zielonookiego, wielka miłość, wielka radość, miłość zapisana w gwiazdach…..Spotkała go jesienną porą, pokochali się od pierwszego wejrzenia, dzisiaj są już po ślubie.
Czasem los nas sprawdza, tak jak moją dziewczynę. Weszła w zły układ, bo od początku wiedziała, ze ma romans z żonatym mężczyzną i dlatego, gdy już uwolniła się z romansu, los zaserwował jej podpuchę. Podesłał drugiego, żonatego mężczyznę, tym razem kłamczucha, zamaskowanego niby narzeczonego. Gdyby dziewczyna trwała w tym układzie byłoby tak, jak za pierwszym razem. Ona jednak szybko zareagowała i postanowiła wyjaśnić sytuację. Los w nagrodę przysłał jej tego właściwego, ukochanego mężczyznę, z którym bardzo szybko wzięła ślub i stworzyła dom, oboje czuli, ze są sobie przeznaczeni. Tak oto los daje nagrodę, tym, którzy uczą się lekcji zadanych przez życie…..

 
 Chlapu-chlapu, brrrum-brrrum i temu podobne….

Kocham koty. W moim domu od zawsze kręciło się nawet kilka w tym samym czasie. Leczyłam je, odkarmiałam, broniłam przed ostrzałem z śrutu a one okazywały miłość i oddanie. Bo wszak nie ma większego dowodu miłości jak  kot leżący  na progu domu z własnoręcznie złapaną myszą  lub ptaszkiem. Oczywiście kończyło się to  próbą reanimowania zwierzątka lub urządzeniem  mu stosownego pochówku a dodatkowo – każdorazowo prelekcją udzielaną kotu na okoliczność zaprzestania dokonywania mordów. Natura jednak – to natura. Podobnie mają skorpiony. Chińska  opowieść mówi, że skorpion namówił wołu na wspólne przepłynięcie rzeki. Wół początkowo nieufny – dała się namówić i został w środku nurtu ukąszony….Gdy zwrócił się do skorpiona z pytaniem : dlaczego ? – ów odpowiedział : jestem skorpionem, taką mam naturę……

Kot potrafi zaimponować samodzielnością osiąganą już w 1-2 miesiącu życia. Nie zna jeszcze świata wystarczająco by zostać Samodzielnym Kotem, ale wie gdzie jest kuweta , wie gdzie jest miska a mój kochany Kot _ Szczęściarz  nie dość  że aportował – to doskonale wiedział kiedy rozmowa schodziła na jego temat, a także wiedział że chlapu-chlapu oznacza moją kąpiel w kabinie. Zwykł był natenczas zasiadać w pierwszym rzędzie widzów  i wytrwale uczestniczył w spektaklu od początku aż  do końca. W przypadku gdy odbywałam kąpiel w wannie – wydawał się być równie zainteresowany co zaniepokojony. Z czułością gładził moje pozbawione futerka,moje bezwłose ciało i zasiadał na krawędzi wanny gotowy w każdej chwili podążyć mi z pomocy gdyby tylko zaistniała taka potrzeba.

Namawiam wszystkich by przekonali się  jak trudno zasłużyć sobie na miłość kota i równocześnie- jak miło tę miłość posiąść i pielęgnować. Oczywiście bywają koty histeryczne, znerwicowane a nawet złośliwe. A niektóre nie odpowiadają na zwykłe “dzień dobry” czy inne gesty grzecznościowe. Ale czy my, ludzie jesteśmy zawsze lepsi pod tym względem ?

Jeśli kot jest złośliwy – z całą pewnością  ma ku temu powód..Może dręczy go ktoś z domowników lub w jego pojęciu traktowany jest bez szacunku i niesprawiedliwie…..

Moje  koty  rozumiały co to jest hau-hau , wiedziały  dokładnie kiedy grozi im spacer w zorganizowanej grupie (głupie zajęcie) , rozumiały  że odgłos z ulicy – nie oznacza niczego dobrego. Po dokonaniu prezentacji  terenu – tylko z rzadka przypominałam,  że świat na zewnątrz to więcej zagrożeń jak przyjemności. Szybko zrozumiały  gdzie jest granica bezpiecznego świata a upomniane – po prostu karnie cofały  się,  udając ze to ich  własna decyzja.

Wspominając wszystkie  koty stwierdzam, że mieliśmy swój unikalny język ….może zabawny i mało uniwersalny ale wystarczający  by  nawiązać kontakt z małym zwierzęciem…

Nie pamiętam jakimi słowami  odnosiłam  się do  swego  dziecka  w okresie pierwszych lat jego życia ale obecnie, gdy widzę próby nieskutecznego raczej nawiązywania kontaktu z dwulatkiem przy pomocy zabawnych określeń – zastanawiam się czy obyczaj używania  dadaizmów nie przynosi więcej szkód jak korzyści ? Posługiwanie się sztucznym, niby-dziecięcym językiem , którego licznych zwrotów  nie rozumiem – budzi moją obawę. Żyjemy w kraju , w którym młodzież  rzadko rozumie czytane teksty, nie wspominając o dokonaniu ich analizy w jakimkolwiek aspekcie. A przecież : czym skorupka za młodu  …….

Tu ośmielę się zasugerować, co mogą oznaczać niektóre  zwroty  dla małego odbiorcy :

Chlapu-chlapu  : ojej !  chyba zaraz coś mnie zmoczy

Brrrum-brrrum :  zaburczało, zaburczało….i nawet zapach, jakiś nieświeży (może spaliny)

Hau-hau : nie znam, potocznie  nazywa się  to inaczej…chyba pies !

Jak pięknie było by powiedzieć do synka : Maciusiu ! To jest kot. Kot, to tez człowiek tylko nieco inny, więc nie lubi gdy wkładasz mu palec do oka lub ciągniesz za ogon….

I proszę uprzedzać  o potrzebach naturalnych…Zobacz Maciusiu ! Małemu kotu wystarczyło jeden raz powiedzieć co i jak… ty też powinieneś  dać znak …..Tak było by lepiej dla całej naszej rodziny !.

 
Historia z rodzaju ,,tych pospolitych”…..
W trakcie rozmowy z jedną z moich wspaniałych klientek zeszło nam na mało przyjemny temat pogrzebu starszego pana będącego dalekim ale jednak faktycznym członkiem jej rodziny. Szanowny zmarły doczekał w zdrowiu ponad dziewięćdziesięciu lat przy czym pozostawił ledwo żywą nieomal równoletnią  małżonkę . 

W trakcie rozmowy pojawiały się wciąż nowe szczegóły dotyczące śp Zmarłego i jego małżonki a także ich sześćdziesięciu bez mała letniego wspólnego pożycia. 

Nie jest moja winą że im więcej  tych wątków omówiłyśmy  – tym więcej na pozór  komicznych aspektów jawiło się zarówno mnie jak i  rozmówczyni  w kontekście faktycznego rozłamu który  nad cała rodzina zawisł i pogłębił się doprowadzając w rezultacie do dodatkowych (jakby dotychczas istniejących było mało) podziałów. Już na etapie oceny przyczyny zgonu doszło do  znacznych  różnic poglądów a na koniec  aktów pospolitej  wrogości pomiędzy członkami nieszczęsnej rodziny wspominającej śp Zmarłego. Jak to możliwe – zapytacie –  w sytuacji gdy nikt nie kwestionował prawidłowości rozpoznania wskazanego w p.18  karty zgonu (krwiak mózgu) …a jednak !!!!  Rożnicę  w poglądach o szczegółach sprawy były tak daleko idące, iz zaistnieć mogło podejrzenie rozpatrywania dwóch przypadków dotyczących zupełnie rożnych osób i całkowicie odmiennych okoliczności w których przyszło im żyć i odejść z tego łez padołu.

 

Zasadniczo, nie budziło wątpliwości podejrzenie  iż bezpośrednią  przyczyną nieszczęścia  był nadmierny wysiłek fizyczny……ale  tu  – zaczyna się linia głębokiego podziału.

Część rodziny twierdziła iz Zmarły był bardzo zaangażowany w niesienie pomocy nie do końca sprawnej małżonce , co  każdego dnia kosztowało go wiele zdrowia. Małżonka jakoby stała sie osobą niezaradną a do tego złośliwą. Postawa śp Zmarłego zasługiwała zatem na szacunek i traktowanie jako wzór do naśladowania.W niektórych przekazach jego dokonania  dorównywały a może nawet przewyższały to co do zaoferowania mieli  zdobywcy Somosierry czy kosynierzy spod Maciejowic. Spoglądając w kierunku wdowy wygłaszano uwagi o opiece jakiej doznawała od swego śp męża co zresztą kosztowało go sił tak wiele iż  mogło dojść do potknięcia, upadku  i uderzenia głową o twardy przedmiot w rezultacie krańcowego zmęczenia.

 

Inna grupa obstawała przy wersji, ze w dniu zgonu  zmarły uprzejmy był ukierunkować się na  dyscyplinowanie małżonki z użyciem tzw środków przymusu bezpośredniego. W feralnym dniu , jak czynił to regularnie od kilku dziesiątek lat po prostu chwycił małżonkę za rzadkie ale mimo to wystarczająco jeszcze przydatne do tej czynności włosy, równocześnie okładając jej ciało czym popadnie  a jak niczego  nie  popadło – to czymkolwiek. Niewątpliwie, właśnie te czynności odebrały śp Zmarłemu sił na tyle,  że stał się bezbronny wobec nieostrożnych i nieodpowiedzialnych zachowań małżonki która nie dość ze broniła się jak umiała (czyli zapewne przekraczając granicę obrony koniecznej)   to jeszcze mogła męża popchnąć lub w inny sposób  spowodować jego upadek tak nieszczęśliwie zakończony.

 

I był w tej rodzinie jeszcze ktoś, ktoś kto znał historię maltretowanej kobiety. Osoba ta przysłuchiwała się rożnym wersjom ale – nie umiała zdobyć się na trud wypowiedzenia świadectwa prawdy.

 

Każdy trzymał się swojej wersji  którą  uważał za jedynie słuszną… Pamięć “szczególnie zasłużonego zmarłego” została obroniona…Wszak są sprawy, które nie powinny zostać wiecie-rozumiecie zmącone jadem prawdy …..A wdowa….ona była z obcych – trochę przybłęda  ….wszak gdyby nie Ona – nasz zmarły cieszył by się dalej zdrowiem….

A prawda…..a komu ona …????

 

Czy ta opowieść jest Państwu choć częściowo znana ? Może nie suche fakty ale choć okoliczności ? Ileż podobnych historii trafia się w przestrzeni medialnej każdego dnia..Celem mojej opowieści jest tylko przypomnienie że prawda ma wiele oblicz ….a określenie choć kierunku gdzie jest usytuowana  wymaga ciągłego myślenia……Przykazania niestety nie wskazują  ani grzechu niedouczenia, ani bierności ani lenistwa umysłowo ale nie oznacza to, ze takie właśnie grzechy nie są często naszym udziałem.